poniedziałek, 26 listopada 2012

Odcinek 11 -Francuska orientacja w terenie

Jak powszechnie wiadomo kobiety mają kiepską orientację w terenie (sic!). Po części jednak zgodzę się z tym bardzo niesprawiedliwym osądem, zastrzegę jednak, że i mężczyźni miewają problemy z prawidłowym określeniem kierunków...

Pomijając radosne próby trafienia na ostatni trening, gdy Fenek robił za szofera, Beltus i jego kac za instrukcję obsługi samochodu a Mały z tylnego siedzenia próbował swym bardzo intrygująco zachrypniętym głosem imitować nawigację...

Beltus - Tu gdzieś skręcimy w prawo..
Fenek - Tam? (wskazuje na kierunek w prawo, bo jak wiadomo prawo i lewo dla Fenka to puste słowa)
Mały - No w prawo
Fenek - Czyli tam?
Beltus - Tak, tam...

Generalnie jak się potem okazało z powodu przebudowy Katowickiej, żeby skręcić w prawo, trzeba zjechać w lewo, co spowodowało ładne, kilkunastu kilometrowe  kółko.

Pocieszam się jednak myślą, że nie tylko ja nie wiem gdzie jest prawo a gdzie lewo...

Zadanie postawione przed sekcją - przejść w sposób ubezpieczony ostrzelając cele z lewej strony i wrócić w ten sam sposób. Przygotowujemy się do przejścia, Lewik rozdziela perymetry, mi się dostał prawy, czyli tyły. Przeczłapaliśmy, staneliśmy, jeżyk... czekamy na rozkazy.

Lewik - Fenek, ty Prawa.
Fenek - Chyba lewa...? (pamiętając że przód jest tam gdzie był tył, więc prawa zamienia się z lewą)
Lewik - Lewa? Prawa? Kurwa, tył :)

Jaki z tego wniosek? Wreszcie wiemy dlaczego Lewik ma taką a nie inną ksywę... O ile 12 jest tam, gdzie lufa Goorocka, o tyle Prawą należy identyfikować jako stronę odwrotną niż patrzy Lewik :)




wtorek, 20 listopada 2012

Odcinek 10 - sezon na Łosia

To miał być spokojny wieczór w zaciszu domowego ogniska. Siedzimy więc wraz z Kiedrynem, paczymy na Kryminalne zagadki z jakiegoś miasta w telepudle, aż tu Bach!

Jak grom z jasnego nieba spadła na mnie informacja, że Carlos znów jest niezaręczony z Klempą. Czyżby kolejna odsłona miłości w szeregach KPU? Czyżby miŁoś między rogatymi przechodziła wielki jak spowolnienie gospodarki Polski kryzys? Cóż się stało i czemu teraz...? Czemu przed świętami, kiedy Chuck ma już renifera a w sklepach zaczyna się dekoracyjny szał?

Czyżby sezon na wolno biegającego Łosia rozpoczynał się w tym roku wcześniej?

* Nie  ma Łosia, jest polująca na Łosie :P

niedziela, 4 listopada 2012

Odcinek 9 - Taktyczna pałatka

Czasy wybitnie zamierzchłe...  Gdzieś w okolicy lipca Anno Domini 2010. Ja jeszcze należąc do Podkowy i jeszcze zajmując się PRem tej radosnej zbieraniny pijaków, wymyśliłam, że aby polepszyć reputację mojego zacnego Teamu w oczach naszego ówczesnego plutonowego, zaproszę Czarne Lisy na dwudniowy trening do naszej miejscówki w Łomiankach. Zmobilizowałam więc moją bandę opojów, zorganizowałam dostęp do chaty, zaopatrzyłam się w paliwo dla podkowian i przystąpiłam do wykonania mojego diabolicznego planu przejęcia kontroli nad światem.

Zajechał Carlos i jego świta w postaci Kiedryna i Mareczka... Zanim zajechali były oczywiście pewne problemy z nawigacją, bo jak krowie na miedzy narysowałam piękną mapkę z podpisami jak dojechać do mojego domu, ale zacny pan Plutonowy z mapki nie skorzystał i się chłopaki pogubili gdzieś nad Wisłą...

W końcu jednak  zajechali. Po krótkim przywitaniu oraz porozumieniu się w celu ustalenia harmonogramu przystąpiliśmy ogarniania się  w kwestii noclegowej. Jako że mam dość dużą chatę, zaproponowałam Lisom nocleg w salonie na karimatach, przyzwyczajona, że tak właśnie spędzają noce chłopaki z Podkowy nocując na "Farmie", Carlos jednak odmówił...  On, dowódcza GZ CzL nie będzie spał w domu... On zbuduje bazę przejściową... Taktyczną bazę przejściową.... na moim trawniku (taktycznym trawniku?).

Po wybraniu dogodnego miejsca  w ogrodzie i konsultacji z właścicielką terenów zielonych, czyli moją rodzicielką, Carlos i dzielne lisy przystąpili do budowania swojego schronienia pomiędzy sosenką karłowatą a rabatką z kolorowymi krzewami :)

Po jakimś czasie ( i wielu monologach Carlosa, jak to źle jego chłopaki naciągają linki od taktycznych pałatek), dumny dowódca skierował się do mnie, mojej Rodzicielki oraz kilku jej znajomych z czasów harcerstwa.
- Zapraszam na zwiedzanie naszej willi - rzekł dumny Łoś.
Cóż więc miałyśmy poczynić, my, biedne niewiasty? Wzięłyśmy swe napoje w dłonie i poszłyśmy w kierunku mocno pokrzywionej konstrukcji z trzech pałatek i kilku patyków, poprzeplatanej pożyczoną ode mnie linką do prania.
Dumny ze swego  leża Łoś oprowadzał Panie po pałatce, gdy w tym czasie Kiedryn starał się nie spalić ze wstydu, a Maro walczył ze sznurówkami w bucie.

Po powrocie na taras i oddaleniu się Carlosa, moja mama zagadnęła mnie cicho...
- Hej, on tak zawsze?
- Jak? Że taki nadęty?
- No...?
- W zasadzie tak.
- Kurde... Ten to dopiero nie ma dystansu do własnej pałatki...



Ps. Pani specjalnie dla Hubertusa

piątek, 12 października 2012

Odcinek 8 - KPU i zwierzątka

Jak wiadomo, nawet tacy twardziele jak członkowie KPU mają słabość do bardziej lub mniej puchatych stworzonek. Oto kilka anegdot związanych z przeróżnymi pupilami plutonowymi...

***
Trening CQB na Zarębi. Niestety znany i nawet lubiany pies Fenka i Kiedryna doznał lekkiego rozstroju żołądka, więc musiał przyjechać wraz ze swoim Państwem na Warsztaty. Trwa ogólne rozprężenie, ludzie się szpejują, błądzą z prawa na lewo, stoją w grupkach paląc fajki i zastanawiają się, czemu u licha w tak śliczny lipcowy poranek ubrali się w mundury i przyjechali na jakieś zadupie zamiast leczyć kaca po piątkowej imprezie w zaciszu własnej sypialni.
Kiedryn gdzieś zniknął omawiając plan na warsztaty, Fenek wraz z Bohunem (rzeczony pies) i resztą Francuzów stoją i oddają się konwersacji.  Nagle na tą scenę wchodzi Łoś z Klępą, ubraną w sandałki i powabną kieckę...
- Od kiedy to się zwierzęta na Warsztaty przywozi...? - rzuca niechętnie Łoś w stronę grupki z Bohunem, po czym nie czekając na odpowiedź oddala się wraz ze swą świtą (dzielnym Toddy w osobie Mara).
- No cóż, każdy przywozi takie zwierzątko na Warsztaty, jakie ma w domu... Ty z psem... On z Klępą... - kwituje ktoś z Francuzów...

***

Trening wspólny z BF na Radziejowicach. Jak zwykle dzielni wojacy szykują się pieczołowicie na trening (czyli siedzą w radosnym rozgardiaszu i dyskutują o dupie Maryni). Nagle dyskusję dominuje sprawa niezwykłej wagi:
Otóż Hubert stał się posiadaczem małego kotka. Kotek ten jest całkiem czarny... Można by nawet rzec, że jest to Czarny Kot... I wszystko byłoby dobrze, nazwany zostałby na cześć najsławniejszego Czornego Kota w historii, jednak los okazał się wybitnie złośliwy w tym przypadku i kot jest kotką. Co teraz, rozmyślają dzielni Francuzi... Przecież nie nazwiemy kocicy Goorczyca...


czwartek, 11 października 2012

Odcinek 7 - Debata

***
- Musimy porozmawiać...
- Tak, ja też mam Ci coś do powiedzenia
- Pozwól, że zacznę... Muszę Ci coś wyznać...
- Och, nie, ja zacznę, Chcę ci powiedzieć, że bardzo potrzebuję tej rozmowy, bo...

***
Zebraliśmy się na poligonie Watu. Było nas może tuzin, może kilkoro więcej... Mistrz ceremoni, Uszaty wódz plemienia zaordynował dyskusję, w której każdy mógł się wypowiedzieć (co jest dość dużą nowością w kulturze sprawowania władzy przez Łosia). Usiedliśmy więc na zbrukanych potem wielu dzielnych wojaków poręczach i rozpoczęliśmy dyskusję...

Wstęp do dyskusji, lekko przydługi i nudnawy, acz naładowany proobronną propagandą promilitarną, wygłosił sam Łoś. Słuchaliśmy mądrości płynącej z jego pys... ust w ciszy i skupieniu, ważąc każde jego słowo w swoich sumieniach. Mówił wiele o rozprężeniu, o braku dyscypliny, motywacji, karności oraz rosnącym alkoholizmie, jako chorobie toczącej organizm naszego plutonu. Kreślił wizję straszliwego upadku i powrotu do niedzielnych jebanek i sobotnich najebanek jako jedynej możliwej przyszłości nas wszystkich. (Nas, nie Nas... W sensie że nas bez niego, bo On nigdy nie był z Nami, bo On wie, a My nie i On jest tu po to, by pokazać Nam, co On wie, a czego My nie, i że jego misją jest nauczenie Nas, tego co Jego nauczyli Oni... nigdy do końca nie rozumiałam o co chodzi, ale podejrzewam, że ma to jakiś związek z Roosvelt i tajnym więzieniem CIA w Szymanach)

Następnie w kilku słowach opisał świetlaną przyszłość Tych z nas, wraz z psem Sabą zawrócą z drogi prowadzącej niechybnie do potępienia i pójdą za jego przewodem (kablem?) w szeregi OT.

Po zakończeniu przemowy Łosia zapadła grobowa cisza... Nikt nie chciał zakłócać tak wzniosłej i patetycznej atmosfery... Niestety w tym momencie wkroczył na teren uśmiechnięty, lekko spóźniony Kruszyna i bańka śmiertelnie poważnej aury uległa nagłemu pęknięciu.

Wiele  mieliśmy pomysłów na to, jak pójść na kompromis między Pro - oczekiwaniami Łosia a Rekreatio - potrzebami ludu... Wiele tych pomysłów godnych było uwagi i głębszego zastanowienia. Jednak wnioskując po twarzy Wodza, decyzja była już podjęta. Albo On i jego wizja, albo śmierć i wieczna hańba...

***
Tydzień następujący po tym wydarzeniu obfitował w dyskusje na forum i w kuluarach... Wiele słów zostało powiedzianych, wiele żali wylanych i prawd obnażonych. 

Z tych ciekawszych:
Łoś, MAGISTER PEDAGOGIKI UW, wie najlepiej jaką metodykę należy stosować podczas szkoleń, ponieważ uczył się od samego miszcza, dr Andrzeja Bryla... (dokładnie czytał jakieś teksty o tym, że pan Bryl robił jakieś szkolenia gdzieś, a resztę sobie dopowiedział. Po zapoznaniu się z metodą BAS doszłam do wniosku że nie  jest to nijak związane z Metodyką szkoleń. Jest to po prostu autorski system walki wręcz pana doktora) Metody powinny być stosowane z surowością i stanowczością, wzmocnienia pozytywne ograniczone do minimum. W końcu nie spotykamy się po to, by się bawić! Jesteśmy tu po to, by być przygotowani na najgorsze... by w każdej chwili móc zmobilizować największe możliwe zasoby ludzkie w celu obrony narod... yyy... zapomniałam, że to asg a nie wojsko...

Łoś, dowódca 1MŁOT GZCZL, nie zniży się do poziomu niektórych, nie będzie wskazywał palcami (mówił to patrząc jednoznacznie na obywateli we francuskich mundurach) do podbierania ludzi z innych drużyn. Uważa to za haniebnie i niegodne... (na 20 min przed spotkaniem z ogółem ustalał z jednym ze świeżych francuzów warunki przejścia do 1MŁOT GZCZL)

Maro, nadworny Jeleń z naszej puszczy, jest bardzo chętny na wszelkie integracje, tylko jakoś tak mu zawsze wychodzi, że on wtedy pracuje i nie może... Poza tym nie ma nic przeciwko piciu, tylko żeby nikt nie pił przy nim, bo on nie pozwala w obawie o nasze zdrowie i bezpieczeństwo. Bo przecież czuje się za nas odpowiedzialny....






poniedziałek, 1 października 2012

Odcinek 5 - Specyficzne komendy KPU

Jak wiadomo, każda jednostka wojskowa posiada specyficzne komendy oraz swoje własne sposoby komunikacji, zarówno werbalnej jak i niewerbalnej. W niniejszym odcinku postaramy się przybliżyć przynajmniej część komend używanych przez naszych dzielnych żołnierzy i światłych dowódców...

Gdzie, czyli Koty i kierunki
Czarne Koty ćwiczą reakcję na kontakt z lewej strony w stosunku do kierunku marszu...
Goorock: Kontakt na 12!!!!

Czarne Koty ćwiczą reakcję na kontakt z tyłu...
G: Kontakt na 12!!!!

Czarne Koty ćwiczą reakcję na kontakt z przodu...
G: Kontakt na 12!!!!

Wniosek? Kierunek 12 nie jest kierunkiem marszu, jest kierunkiem w którym w danej chwili jest skierowana lufa Goorocka.

Kto, czyli Fenek i rozpoznawanie mundurów
Fenek: Kontakt! Widzę ich!

Jary: Gdzie?
F: Na 3, wychodzą z zagajnika...
J: Nasi czy nie nasi?
F: ... yyy.... nie wiem?
J: Jakie mundury?
F:... yyy ... zielone?

Jak, czyli szyki autorskie
Aim ( Źli) idą przez las. Pada sugestia, że można by jakiś szyk uformować...

Kruszyna: Przecież my idziemy szykiem! To Szyk Rój!

Carlos na Warsztatach: ... I macie iść szykiem przestrzennym w tym kierunku. Jakimkolwiek szykiem! Szykiem NieRząd!
Reszta: Ale co to jest szyk nierząd?!?

Janek (BF): Dobra, ruszamy, szyk naprzemienny...
Fenek: W sensie dwójkami?
J: No naprzemienny...
F: Czyli jak?
Blood: Szachownica....
F: Aaaa... czyli dwójkami :)

Jak widać ciężko się nam czasem dogadać. Jedna komenda jest jednak bezspornie rozumiana przez wszystkich tak samo. Jest to oczywiście rozkaz: NAKURWIAĆ!