piątek, 18 października 2013

Odcinek 14 - Bo to zła Kobieta była...

Ciąg dalszy krwawej wendetty strasznego Uszatka...

Brak odzewu na wspaniale napisany list z pogróżkami nie wywołał oczekiwanej zemsty i zeszmacenia bez litości. Niestety konsekwentny zazwyczaj  wódz jakoś nie kwapił się do spełnienia obietnic i nie podjął żadnych kroków.

Pchnięty poczuciem obowiązku obrony swej kobiety i potrzebą wspomożenia dawnego przyjaciela w powrocie do społeczeństwa, Kiedryn postanowił wystosować do Uszatka list, w którym w spokojnym tonie tłumaczył mu całą aferę. Dał mu również kilka rad dotyczących kontaktów międzyludzkich, ażeby nie wykonywał w przyszłości podobnie gwałtownych reakcji na sarkazm i ironię współbratymców.

Odpowiedź od Uszatka zadziwiła wszystkich, rozjaśniła również dotąd tajemniczą kwestię, dlaczego właściwie Fenek tak nienawidzi Carłosia, jak bardzo jest zła, i jakie to ona ma okrutne metody działania...

Prawdy oświecone płynące spod klawiatury Wielkiego poraziły nas wszystkich, miedzy innymi mnie, straszną sprawczynię wszystkiego co złe i winowajczynię pierworodnego grzechu... Otóż Carłoś zapowiedział, że męski świat dzieli się na dwie części... I On należy do tej drugiej, stąd dozgonna moja nienawiść w stosunku do jego osoby, jest to bowiem część wszechświata, która oparła się mojej niesamowitej mocy i zachowała jasność umysłu.
Ta pierwsza zaś reprezentowana jest przez mężczyzn, którzy w sposób niewyjaśniony i nieunikniony zostali wciągnięci w mą plecioną niczym pajęcza sieć intrygę. Biedaków i nędzników, którzy owinięci zostali wokół mego palca (wskazującego chyba...). Niestety wśród nich jest Kiedryn, jak również cała rzeszą moich obrońców, wywodzących się z dzielnych szeregów RPIMy, którzy to za moja namową uczestniczyli we wszelkim plugastwie przeze mnie czynionym.

Biada wam, biada... Owinęłam sobie was dookoła palca, a teraz Wami wszystkimi steruję niczym marionetkami. Och, jakże ciasno musi Wam być wokół tego palca...Och jakże ja muszę mieć obciążony ten palec...



* Owijając sobie pana władzę dookoła sut... Palca!

wtorek, 15 października 2013

Odcinek 13 - Wielka inwigilacja

Stało się to w zimny, październikowy dzień, kiedy ludzie narzekali na przedłużające się opady deszczu, uczniowie szaleli na szkolnych korytarzach nie mogąc wyjść na boisko, a dzielni Francuzi przygotowywali się do kolejnego sima. Wyjazd miał się odbyć dosłownie za kilkanaście godzin, prawie wszystko już było spakowane, prowiant zakupiony, plany i wnioski urlopowe poczynione....

Buszując po internecie, mały wredny Fenek dostał informację od ser Breloczka, iż ów znalazł link do serialowego bloga, i że uważa go za dość, jak to ujął, zabawnego. Wyraził też opinię, że nie rozumie naszego braku sympatii dla swojego Patrona i Seniora, ponieważ albowiem cóż on nam uczynił? Nie chcąc wdawać się w dysputę o powodach naszej chęci czy niechęci w stosunku do Łosia, Fenek skwitował jedynie, że blog jest prywatny i czytany przez wybitnie kameralne grono. Sprawa na pozór ucichła. Na prośbę Breloczka blog został ukryty przed oczami publicznego internetu, a ślady olinkowania zatarte.

To jednak nie był jeszcze koniec całej historii, ba!, to dopiero początek tej brazylijskiej telenoweli o krwawej wendetcie, jaka miała zostać uczyniona na tych, którzy dopuścili się obrzydliwości i podłości, pisząc i komentując działania Wielkiego.

Do dialogu na temat prywatności w internecie włączył się sam Wódz, wykonując niezmiernie poważny telefon do największego swego przyjaciela, Beltusa. Zreferował swe oburzenie niecnym zachowaniem Fenka i Boogiego, zapowiedział iż jemu to w zasadzie wisi, więc nie podejmie działań, które powziąć powinien, i to tylko z powodu sympatii, którą darzy Swego Wielkiego Przyjaciela. Poprosił jedynie o zlikwidowanie treści o nim na naszym serialowym blogu. Sprawa po raz wtóry wyglądała na rozchodzoną po kościach.

Nie minęło jednak więcej niż 12 godzin, gdy na skrzynce odbiorczej Fenka objawiła się wiadomość od Wielkiego. Treść wiadomości można było potraktować jako groźby karalne, ścigane z artykułu 190 paragraf 1 Kodeksu karnego. Dodatkowo można tam było przeczytać wiele epitetów dotyczących Boogiego, oraz wyraz wielkiego oburzenia Wodza, jako że on poświęcił im tyle uwagi i troski, a oni odwdzięczają mu się tylko wiadrem pomyj...  Wódz dał Fenkowi dwa dni na przeproszenie jego i jego teamu, w innym wypadku grozi "niechybnym zeszmaceniem bez litości". List w podobnym tonie został wystosowany do Boggiego.

Wychodząc z założenia, że jakakolwiek odpowiedź będzie dla Wodza zła, ponieważ przeprosiny będą i zapewne zostaną również uznane przez zainteresowanego za nieszczere, natomiast trzeźwa ocena sytuacji nie jest tym, czego Wódz chce, Fenek postanawia milczeć.
Skręca Fenka okrutnie, bo jak wiadomo dobry flejm jest najlepszą receptą na ból w kościach, zapalenie pęcherza i zakwasy po simie, lecz trzyma się nadal dzielnie.

Czeka jedynie z niecierpliwością, gdy twarzą w twarz będzie się mogła zobaczyć z Uszatym Mścicielem, by uśmiechnąć się serdecznie i stwierdzić: Witaj, o Wielki! Bo jak wiadomo Śmierci śmiać się należy w twarz :)



środa, 2 października 2013

Odcinek 12: Matki, żony i kochanki... powrót do przeszłości

Jak wszystkim wiadomo, dzielne kompaniony z szerzącej postrach na całym Mazowszu ekipy Ciemnych Futerkowych Psowatych zmieniły barwy na 1Młot (czy jakoś podobnie), wciągając przy okazji w swe szeregi resztki zdeprawowanych do szpiku kości i nie umiejących wystarczająco wiele, by pokazywać się z nimi na mieście wojaków z teamu pod znakiem końskiego buta.

Razem uczynili zaczątki pierwszego i największego plutonu mazowieckiej obrony terytorialnej, która miała rozgromić wszystkie istniejące i nieistniejące teamy w poczuciu obywatelskiego obowiązku, w braku oparów alkoholicznych odmętów świadomości jaki przypisywany jest innym agejom oraz ustanowić nowy standard w działaniach paramilitarnych, w których nie chodzi o to, by dobrze się bawić! Chodzi o to, by służyć Państwu, Bogu, Prezesowi i ... chyba się zagalopowałam.

Tak więc dzielne resztki Psowatych i pozostałości z Końskiego Buta spotkały się ostatnimi czasy w kompleksie leśnym naszej wojskowej uczelni i odbyły wspólny trening. Jakież było moje niesamowite zdziwienie, gdy na pełnej barw i ekspresji relacji uczynionej aparatem  niezwyciężonego Breloczka ujrzały me oczęta mego szanownego byłego nieślubnego znajomego, który zarzekając się, że nigdy nie wróci w szeregi pod patronatem Łosia, trenował zaciekle wraz z Pierwszym Pod Piernatami Niebios Młotem w blasku jesiennego słońca...

Jak więc wnika z tych zastraszających i alarmujących wyników naszego małego internetowego śledztwa, w naszej okolicy wyrosła niezwykle silna i zwarta pod względem własnych priorytetów  (he he he...) jednostka w dziwnym składzie, która niezwłocznie stanie się dla nas okrutnym zagrożeniem.

Biada nam... rozpustnym, rozpitym i świetnie się bawiącym...

Biada, zagłada i kac wielki...

Materiały, które posłużyły mi, i Prof. Biniędzie do utworzenia tej naukowej
fikcji zawarte są na blogu fotograficznym wszystkim znanym, oraz fejsbuniu.