Stało się to w zimny, październikowy dzień, kiedy ludzie narzekali na przedłużające się opady deszczu, uczniowie szaleli na szkolnych korytarzach nie mogąc wyjść na boisko, a dzielni Francuzi przygotowywali się do kolejnego sima. Wyjazd miał się odbyć dosłownie za kilkanaście godzin, prawie wszystko już było spakowane, prowiant zakupiony, plany i wnioski urlopowe poczynione....
Buszując po internecie, mały wredny Fenek dostał informację od ser Breloczka, iż ów znalazł link do serialowego bloga, i że uważa go za dość, jak to ujął, zabawnego. Wyraził też opinię, że nie rozumie naszego braku sympatii dla swojego Patrona i Seniora, ponieważ albowiem cóż on nam uczynił? Nie chcąc wdawać się w dysputę o powodach naszej chęci czy niechęci w stosunku do Łosia, Fenek skwitował jedynie, że blog jest prywatny i czytany przez wybitnie kameralne grono. Sprawa na pozór ucichła. Na prośbę Breloczka blog został ukryty przed oczami publicznego internetu, a ślady olinkowania zatarte.
To jednak nie był jeszcze koniec całej historii, ba!, to dopiero początek tej brazylijskiej telenoweli o krwawej wendetcie, jaka miała zostać uczyniona na tych, którzy dopuścili się obrzydliwości i podłości, pisząc i komentując działania Wielkiego.
Do dialogu na temat prywatności w internecie włączył się sam Wódz, wykonując niezmiernie poważny telefon do największego swego przyjaciela, Beltusa. Zreferował swe oburzenie niecnym zachowaniem Fenka i Boogiego, zapowiedział iż jemu to w zasadzie wisi, więc nie podejmie działań, które powziąć powinien, i to tylko z powodu sympatii, którą darzy Swego Wielkiego Przyjaciela. Poprosił jedynie o zlikwidowanie treści o nim na naszym serialowym blogu. Sprawa po raz wtóry wyglądała na rozchodzoną po kościach.
Nie minęło jednak więcej niż 12 godzin, gdy na skrzynce odbiorczej Fenka objawiła się wiadomość od Wielkiego. Treść wiadomości można było potraktować jako groźby karalne, ścigane z artykułu 190 paragraf 1 Kodeksu karnego. Dodatkowo można tam było przeczytać wiele epitetów dotyczących Boogiego, oraz wyraz wielkiego oburzenia Wodza, jako że on poświęcił im tyle uwagi i troski, a oni odwdzięczają mu się tylko wiadrem pomyj... Wódz dał Fenkowi dwa dni na przeproszenie jego i jego teamu, w innym wypadku grozi "niechybnym zeszmaceniem bez litości". List w podobnym tonie został wystosowany do Boggiego.
Wychodząc z założenia, że jakakolwiek odpowiedź będzie dla Wodza zła, ponieważ przeprosiny będą i zapewne zostaną również uznane przez zainteresowanego za nieszczere, natomiast trzeźwa ocena sytuacji nie jest tym, czego Wódz chce, Fenek postanawia milczeć.
Skręca Fenka okrutnie, bo jak wiadomo dobry flejm jest najlepszą receptą na ból w kościach, zapalenie pęcherza i zakwasy po simie, lecz trzyma się nadal dzielnie.
Czeka jedynie z niecierpliwością, gdy twarzą w twarz będzie się mogła zobaczyć z Uszatym Mścicielem, by uśmiechnąć się serdecznie i stwierdzić: Witaj, o Wielki! Bo jak wiadomo Śmierci śmiać się należy w twarz :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz