Jak powszechnie wiadomo kobiety mają kiepską orientację w terenie (sic!). Po części jednak zgodzę się z tym bardzo niesprawiedliwym osądem, zastrzegę jednak, że i mężczyźni miewają problemy z prawidłowym określeniem kierunków...
Pomijając radosne próby trafienia na ostatni trening, gdy Fenek robił za szofera, Beltus i jego kac za instrukcję obsługi samochodu a Mały z tylnego siedzenia próbował swym bardzo intrygująco zachrypniętym głosem imitować nawigację...
Beltus - Tu gdzieś skręcimy w prawo..
Fenek - Tam? (wskazuje na kierunek w prawo, bo jak wiadomo prawo i lewo dla Fenka to puste słowa)
Mały - No w prawo
Fenek - Czyli tam?
Beltus - Tak, tam...
Generalnie jak się potem okazało z powodu przebudowy Katowickiej, żeby skręcić w prawo, trzeba zjechać w lewo, co spowodowało ładne, kilkunastu kilometrowe kółko.
Pocieszam się jednak myślą, że nie tylko ja nie wiem gdzie jest prawo a gdzie lewo...
Zadanie postawione przed sekcją - przejść w sposób ubezpieczony ostrzelając cele z lewej strony i wrócić w ten sam sposób. Przygotowujemy się do przejścia, Lewik rozdziela perymetry, mi się dostał prawy, czyli tyły. Przeczłapaliśmy, staneliśmy, jeżyk... czekamy na rozkazy.
Lewik - Fenek, ty Prawa.
Fenek - Chyba lewa...? (pamiętając że przód jest tam gdzie był tył, więc prawa zamienia się z lewą)
Lewik - Lewa? Prawa? Kurwa, tył :)
Jaki z tego wniosek? Wreszcie wiemy dlaczego Lewik ma taką a nie inną ksywę... O ile 12 jest tam, gdzie lufa Goorocka, o tyle Prawą należy identyfikować jako stronę odwrotną niż patrzy Lewik :)
poniedziałek, 26 listopada 2012
wtorek, 20 listopada 2012
Odcinek 10 - sezon na Łosia
To miał być spokojny wieczór w zaciszu domowego ogniska. Siedzimy więc wraz z Kiedrynem, paczymy na Kryminalne zagadki z jakiegoś miasta w telepudle, aż tu Bach!
Jak grom z jasnego nieba spadła na mnie informacja, że Carlos znów jest niezaręczony z Klempą. Czyżby kolejna odsłona miłości w szeregach KPU? Czyżby miŁoś między rogatymi przechodziła wielki jak spowolnienie gospodarki Polski kryzys? Cóż się stało i czemu teraz...? Czemu przed świętami, kiedy Chuck ma już renifera a w sklepach zaczyna się dekoracyjny szał?
Czyżby sezon na wolno biegającego Łosia rozpoczynał się w tym roku wcześniej?
* Nie ma Łosia, jest polująca na Łosie :P
Jak grom z jasnego nieba spadła na mnie informacja, że Carlos znów jest niezaręczony z Klempą. Czyżby kolejna odsłona miłości w szeregach KPU? Czyżby miŁoś między rogatymi przechodziła wielki jak spowolnienie gospodarki Polski kryzys? Cóż się stało i czemu teraz...? Czemu przed świętami, kiedy Chuck ma już renifera a w sklepach zaczyna się dekoracyjny szał?
Czyżby sezon na wolno biegającego Łosia rozpoczynał się w tym roku wcześniej?
* Nie ma Łosia, jest polująca na Łosie :P
niedziela, 4 listopada 2012
Odcinek 9 - Taktyczna pałatka
Czasy wybitnie zamierzchłe... Gdzieś w okolicy lipca Anno Domini 2010. Ja jeszcze należąc do Podkowy i jeszcze zajmując się PRem tej radosnej zbieraniny pijaków, wymyśliłam, że aby polepszyć reputację mojego zacnego Teamu w oczach naszego ówczesnego plutonowego, zaproszę Czarne Lisy na dwudniowy trening do naszej miejscówki w Łomiankach. Zmobilizowałam więc moją bandę opojów, zorganizowałam dostęp do chaty, zaopatrzyłam się w paliwo dla podkowian i przystąpiłam do wykonania mojego diabolicznego planu przejęcia kontroli nad światem.
Zajechał Carlos i jego świta w postaci Kiedryna i Mareczka... Zanim zajechali były oczywiście pewne problemy z nawigacją, bo jak krowie na miedzy narysowałam piękną mapkę z podpisami jak dojechać do mojego domu, ale zacny pan Plutonowy z mapki nie skorzystał i się chłopaki pogubili gdzieś nad Wisłą...
W końcu jednak zajechali. Po krótkim przywitaniu oraz porozumieniu się w celu ustalenia harmonogramu przystąpiliśmy ogarniania się w kwestii noclegowej. Jako że mam dość dużą chatę, zaproponowałam Lisom nocleg w salonie na karimatach, przyzwyczajona, że tak właśnie spędzają noce chłopaki z Podkowy nocując na "Farmie", Carlos jednak odmówił... On, dowódcza GZ CzL nie będzie spał w domu... On zbuduje bazę przejściową... Taktyczną bazę przejściową.... na moim trawniku (taktycznym trawniku?).
Po wybraniu dogodnego miejsca w ogrodzie i konsultacji z właścicielką terenów zielonych, czyli moją rodzicielką, Carlos i dzielne lisy przystąpili do budowania swojego schronienia pomiędzy sosenką karłowatą a rabatką z kolorowymi krzewami :)
Po jakimś czasie ( i wielu monologach Carlosa, jak to źle jego chłopaki naciągają linki od taktycznych pałatek), dumny dowódca skierował się do mnie, mojej Rodzicielki oraz kilku jej znajomych z czasów harcerstwa.
- Zapraszam na zwiedzanie naszej willi - rzekł dumny Łoś.
Cóż więc miałyśmy poczynić, my, biedne niewiasty? Wzięłyśmy swe napoje w dłonie i poszłyśmy w kierunku mocno pokrzywionej konstrukcji z trzech pałatek i kilku patyków, poprzeplatanej pożyczoną ode mnie linką do prania.
Dumny ze swego leża Łoś oprowadzał Panie po pałatce, gdy w tym czasie Kiedryn starał się nie spalić ze wstydu, a Maro walczył ze sznurówkami w bucie.
Po powrocie na taras i oddaleniu się Carlosa, moja mama zagadnęła mnie cicho...
- Hej, on tak zawsze?
- Jak? Że taki nadęty?
- No...?
- W zasadzie tak.
- Kurde... Ten to dopiero nie ma dystansu do własnej pałatki...
Ps. Pani specjalnie dla Hubertusa
Zajechał Carlos i jego świta w postaci Kiedryna i Mareczka... Zanim zajechali były oczywiście pewne problemy z nawigacją, bo jak krowie na miedzy narysowałam piękną mapkę z podpisami jak dojechać do mojego domu, ale zacny pan Plutonowy z mapki nie skorzystał i się chłopaki pogubili gdzieś nad Wisłą...
W końcu jednak zajechali. Po krótkim przywitaniu oraz porozumieniu się w celu ustalenia harmonogramu przystąpiliśmy ogarniania się w kwestii noclegowej. Jako że mam dość dużą chatę, zaproponowałam Lisom nocleg w salonie na karimatach, przyzwyczajona, że tak właśnie spędzają noce chłopaki z Podkowy nocując na "Farmie", Carlos jednak odmówił... On, dowódcza GZ CzL nie będzie spał w domu... On zbuduje bazę przejściową... Taktyczną bazę przejściową.... na moim trawniku (taktycznym trawniku?).
Po wybraniu dogodnego miejsca w ogrodzie i konsultacji z właścicielką terenów zielonych, czyli moją rodzicielką, Carlos i dzielne lisy przystąpili do budowania swojego schronienia pomiędzy sosenką karłowatą a rabatką z kolorowymi krzewami :)
Po jakimś czasie ( i wielu monologach Carlosa, jak to źle jego chłopaki naciągają linki od taktycznych pałatek), dumny dowódca skierował się do mnie, mojej Rodzicielki oraz kilku jej znajomych z czasów harcerstwa.
- Zapraszam na zwiedzanie naszej willi - rzekł dumny Łoś.
Cóż więc miałyśmy poczynić, my, biedne niewiasty? Wzięłyśmy swe napoje w dłonie i poszłyśmy w kierunku mocno pokrzywionej konstrukcji z trzech pałatek i kilku patyków, poprzeplatanej pożyczoną ode mnie linką do prania.
Dumny ze swego leża Łoś oprowadzał Panie po pałatce, gdy w tym czasie Kiedryn starał się nie spalić ze wstydu, a Maro walczył ze sznurówkami w bucie.
Po powrocie na taras i oddaleniu się Carlosa, moja mama zagadnęła mnie cicho...
- Hej, on tak zawsze?
- Jak? Że taki nadęty?
- No...?
- W zasadzie tak.
- Kurde... Ten to dopiero nie ma dystansu do własnej pałatki...
piątek, 12 października 2012
Odcinek 8 - KPU i zwierzątka
Jak wiadomo, nawet tacy twardziele jak członkowie KPU mają słabość do bardziej lub mniej puchatych stworzonek. Oto kilka anegdot związanych z przeróżnymi pupilami plutonowymi...
Kiedryn gdzieś zniknął omawiając plan na warsztaty, Fenek wraz z Bohunem (rzeczony pies) i resztą Francuzów stoją i oddają się konwersacji. Nagle na tą scenę wchodzi Łoś z Klępą, ubraną w sandałki i powabną kieckę...
- Od kiedy to się zwierzęta na Warsztaty przywozi...? - rzuca niechętnie Łoś w stronę grupki z Bohunem, po czym nie czekając na odpowiedź oddala się wraz ze swą świtą (dzielnym Toddy w osobie Mara).
- No cóż, każdy przywozi takie zwierzątko na Warsztaty, jakie ma w domu... Ty z psem... On z Klępą... - kwituje ktoś z Francuzów...
***
Trening CQB na Zarębi. Niestety znany i nawet lubiany pies Fenka i Kiedryna doznał lekkiego rozstroju żołądka, więc musiał przyjechać wraz ze swoim Państwem na Warsztaty. Trwa ogólne rozprężenie, ludzie się szpejują, błądzą z prawa na lewo, stoją w grupkach paląc fajki i zastanawiają się, czemu u licha w tak śliczny lipcowy poranek ubrali się w mundury i przyjechali na jakieś zadupie zamiast leczyć kaca po piątkowej imprezie w zaciszu własnej sypialni.Kiedryn gdzieś zniknął omawiając plan na warsztaty, Fenek wraz z Bohunem (rzeczony pies) i resztą Francuzów stoją i oddają się konwersacji. Nagle na tą scenę wchodzi Łoś z Klępą, ubraną w sandałki i powabną kieckę...
- Od kiedy to się zwierzęta na Warsztaty przywozi...? - rzuca niechętnie Łoś w stronę grupki z Bohunem, po czym nie czekając na odpowiedź oddala się wraz ze swą świtą (dzielnym Toddy w osobie Mara).
- No cóż, każdy przywozi takie zwierzątko na Warsztaty, jakie ma w domu... Ty z psem... On z Klępą... - kwituje ktoś z Francuzów...
***
Trening wspólny z BF na Radziejowicach. Jak zwykle dzielni wojacy szykują się pieczołowicie na trening (czyli siedzą w radosnym rozgardiaszu i dyskutują o dupie Maryni). Nagle dyskusję dominuje sprawa niezwykłej wagi:
Otóż Hubert stał się posiadaczem małego kotka. Kotek ten jest całkiem czarny... Można by nawet rzec, że jest to Czarny Kot... I wszystko byłoby dobrze, nazwany zostałby na cześć najsławniejszego Czornego Kota w historii, jednak los okazał się wybitnie złośliwy w tym przypadku i kot jest kotką. Co teraz, rozmyślają dzielni Francuzi... Przecież nie nazwiemy kocicy Goorczyca...
czwartek, 11 października 2012
Odcinek 7 - Debata
***
- Musimy porozmawiać...- Tak, ja też mam Ci coś do powiedzenia
- Pozwól, że zacznę... Muszę Ci coś wyznać...
- Och, nie, ja zacznę, Chcę ci powiedzieć, że bardzo potrzebuję tej rozmowy, bo...
***
Zebraliśmy się na poligonie Watu. Było nas może tuzin, może kilkoro więcej... Mistrz ceremoni, Uszaty wódz plemienia zaordynował dyskusję, w której każdy mógł się wypowiedzieć (co jest dość dużą nowością w kulturze sprawowania władzy przez Łosia). Usiedliśmy więc na zbrukanych potem wielu dzielnych wojaków poręczach i rozpoczęliśmy dyskusję...
Wstęp do dyskusji, lekko przydługi i nudnawy, acz naładowany proobronną propagandą promilitarną, wygłosił sam Łoś. Słuchaliśmy mądrości płynącej z jego pys... ust w ciszy i skupieniu, ważąc każde jego słowo w swoich sumieniach. Mówił wiele o rozprężeniu, o braku dyscypliny, motywacji, karności oraz rosnącym alkoholizmie, jako chorobie toczącej organizm naszego plutonu. Kreślił wizję straszliwego upadku i powrotu do niedzielnych jebanek i sobotnich najebanek jako jedynej możliwej przyszłości nas wszystkich. (Nas, nie Nas... W sensie że nas bez niego, bo On nigdy nie był z Nami, bo On wie, a My nie i On jest tu po to, by pokazać Nam, co On wie, a czego My nie, i że jego misją jest nauczenie Nas, tego co Jego nauczyli Oni... nigdy do końca nie rozumiałam o co chodzi, ale podejrzewam, że ma to jakiś związek z Roosvelt i tajnym więzieniem CIA w Szymanach)
Następnie w kilku słowach opisał świetlaną przyszłość Tych z nas, wraz z psem Sabą zawrócą z drogi prowadzącej niechybnie do potępienia i pójdą za jego przewodem (kablem?) w szeregi OT.
Po zakończeniu przemowy Łosia zapadła grobowa cisza... Nikt nie chciał zakłócać tak wzniosłej i patetycznej atmosfery... Niestety w tym momencie wkroczył na teren uśmiechnięty, lekko spóźniony Kruszyna i bańka śmiertelnie poważnej aury uległa nagłemu pęknięciu.
Wiele mieliśmy pomysłów na to, jak pójść na kompromis między Pro - oczekiwaniami Łosia a Rekreatio - potrzebami ludu... Wiele tych pomysłów godnych było uwagi i głębszego zastanowienia. Jednak wnioskując po twarzy Wodza, decyzja była już podjęta. Albo On i jego wizja, albo śmierć i wieczna hańba...
***
Tydzień następujący po tym wydarzeniu obfitował w dyskusje na forum i w kuluarach... Wiele słów zostało powiedzianych, wiele żali wylanych i prawd obnażonych.
Z tych ciekawszych:
Łoś, MAGISTER PEDAGOGIKI UW, wie najlepiej jaką metodykę należy stosować podczas szkoleń, ponieważ uczył się od samego miszcza, dr Andrzeja Bryla... (dokładnie czytał jakieś teksty o tym, że pan Bryl robił jakieś szkolenia gdzieś, a resztę sobie dopowiedział. Po zapoznaniu się z metodą BAS doszłam do wniosku że nie jest to nijak związane z Metodyką szkoleń. Jest to po prostu autorski system walki wręcz pana doktora) Metody powinny być stosowane z surowością i stanowczością, wzmocnienia pozytywne ograniczone do minimum. W końcu nie spotykamy się po to, by się bawić! Jesteśmy tu po to, by być przygotowani na najgorsze... by w każdej chwili móc zmobilizować największe możliwe zasoby ludzkie w celu obrony narod... yyy... zapomniałam, że to asg a nie wojsko...
Łoś, dowódca 1MŁOT GZCZL, nie zniży się do poziomu niektórych, nie będzie wskazywał palcami (mówił to patrząc jednoznacznie na obywateli we francuskich mundurach) do podbierania ludzi z innych drużyn. Uważa to za haniebnie i niegodne... (na 20 min przed spotkaniem z ogółem ustalał z jednym ze świeżych francuzów warunki przejścia do 1MŁOT GZCZL)
Maro, nadworny Jeleń z naszej puszczy, jest bardzo chętny na wszelkie integracje, tylko jakoś tak mu zawsze wychodzi, że on wtedy pracuje i nie może... Poza tym nie ma nic przeciwko piciu, tylko żeby nikt nie pił przy nim, bo on nie pozwala w obawie o nasze zdrowie i bezpieczeństwo. Bo przecież czuje się za nas odpowiedzialny....
czwartek, 4 października 2012
poniedziałek, 1 października 2012
Odcinek 5 - Specyficzne komendy KPU
Jak wiadomo, każda jednostka wojskowa posiada specyficzne komendy oraz swoje własne sposoby komunikacji, zarówno werbalnej jak i niewerbalnej. W niniejszym odcinku postaramy się przybliżyć przynajmniej część komend używanych przez naszych dzielnych żołnierzy i światłych dowódców...
Gdzie, czyli Koty i kierunki
Czarne Koty ćwiczą reakcję na kontakt z lewej strony w stosunku do kierunku marszu...
Goorock: Kontakt na 12!!!!
Czarne Koty ćwiczą reakcję na kontakt z tyłu...
G: Kontakt na 12!!!!
Czarne Koty ćwiczą reakcję na kontakt z przodu...
G: Kontakt na 12!!!!
Wniosek? Kierunek 12 nie jest kierunkiem marszu, jest kierunkiem w którym w danej chwili jest skierowana lufa Goorocka.
Kto, czyli Fenek i rozpoznawanie mundurów
Fenek: Kontakt! Widzę ich!
Jary: Gdzie?
F: Na 3, wychodzą z zagajnika...
J: Nasi czy nie nasi?
F: ... yyy.... nie wiem?
J: Jakie mundury?
F:... yyy ... zielone?
Jak, czyli szyki autorskie
Aim ( Źli) idą przez las. Pada sugestia, że można by jakiś szyk uformować...
Kruszyna: Przecież my idziemy szykiem! To Szyk Rój!
Carlos na Warsztatach: ... I macie iść szykiem przestrzennym w tym kierunku. Jakimkolwiek szykiem! Szykiem NieRząd!
Reszta: Ale co to jest szyk nierząd?!?
Janek (BF): Dobra, ruszamy, szyk naprzemienny...
Fenek: W sensie dwójkami?
J: No naprzemienny...
F: Czyli jak?
Blood: Szachownica....
F: Aaaa... czyli dwójkami :)
Jak widać ciężko się nam czasem dogadać. Jedna komenda jest jednak bezspornie rozumiana przez wszystkich tak samo. Jest to oczywiście rozkaz: NAKURWIAĆ!
Gdzie, czyli Koty i kierunki
Czarne Koty ćwiczą reakcję na kontakt z lewej strony w stosunku do kierunku marszu...
Goorock: Kontakt na 12!!!!
Czarne Koty ćwiczą reakcję na kontakt z tyłu...
G: Kontakt na 12!!!!
Czarne Koty ćwiczą reakcję na kontakt z przodu...
G: Kontakt na 12!!!!
Wniosek? Kierunek 12 nie jest kierunkiem marszu, jest kierunkiem w którym w danej chwili jest skierowana lufa Goorocka.
Kto, czyli Fenek i rozpoznawanie mundurów
Fenek: Kontakt! Widzę ich!
Jary: Gdzie?
F: Na 3, wychodzą z zagajnika...
J: Nasi czy nie nasi?
F: ... yyy.... nie wiem?
J: Jakie mundury?
F:... yyy ... zielone?
Jak, czyli szyki autorskie
Aim ( Źli) idą przez las. Pada sugestia, że można by jakiś szyk uformować...
Kruszyna: Przecież my idziemy szykiem! To Szyk Rój!
Carlos na Warsztatach: ... I macie iść szykiem przestrzennym w tym kierunku. Jakimkolwiek szykiem! Szykiem NieRząd!
Reszta: Ale co to jest szyk nierząd?!?
Janek (BF): Dobra, ruszamy, szyk naprzemienny...
Fenek: W sensie dwójkami?
J: No naprzemienny...
F: Czyli jak?
Blood: Szachownica....
F: Aaaa... czyli dwójkami :)
Jak widać ciężko się nam czasem dogadać. Jedna komenda jest jednak bezspornie rozumiana przez wszystkich tak samo. Jest to oczywiście rozkaz: NAKURWIAĆ!
niedziela, 9 września 2012
Odcinek 4 - Goorock wychodzi poza mapę
Lutowe Warsztaty Taktyczne.
Łoś zarodowy prowadzi wymyślne ćwiczenia pod hasłem "Bój spotkaniowy" oraz "Kultura prowadzenia ognia przy małych zasobach ludzkich w ciężkim terenie".
Wszyscy mocno skacowani (oprócz Łosia, oczywiście), pogoda paskudna, bo roztopy i wieje, mokry śnieg jest cholernie ciężki, buty przemiękają na samą myśl o styczności z podłożem. Nic tylko wziąć w kubek grzańca i zakopać się w kocach przed telewizorem (w bardziej burżujskiej wersji przed kominkiem).
Koty dostają zadanie patrolować okolicę przemieszczając się drogą. Aimy dostają zadanie wejść na tyły patrolu w sposób nieoczekiwany i go wytłuc. Pan i Władca chce nam na tym przykładzie pokazać jak należy prowadzić bój spotkaniowy podczas ataku od dupy... znaczy zadu strony. (Dupa Łosia to chyba zad, jak u wszystkich kopytnych....?)
Koty wyłażą na patrol.
Chwilę później wychodzi AIM, żeby nie zrobić jakiegoś makabrycznego odstępu i nie musieć gonić swoich ofiar, ale z zamiarem odejścia przynajmniej ze 150 m od miejsca rozpoczęcia, bo głupio było by się bić na hasło... Nagle dowodzący Aimem Rzeczek krzyczy: Ruszamy!!!! i puszcza się biegiem w stronę Kotów. Tak ni z gruchy ni z pietruchy, bez żadnych rozkazów, perymetrów, dwójek... generalnie total spontan. Aim stoi jak wryty i patrzy na własnego dowódcę truchtającego radośnie na plecy dużo liczniejszej drużyny, która zamiast odwrócić się i zaatakować, jak przewidywał scenariusz zadania, ucieka biegiem w drugą stronę.
Rzeczek powraca do Aimu obrażony, że nikt z nim nie pobiegł. Chiba obraża się na Rzeczka, że źle prowadzi drużynę. Kruszyna stara się wszystko załagodzić i w końcu szykiem "Szczała" najemnicy ruszają dalej w poszukiwaniu Kotów w krzakach ( podczas marszu Chiba nadal kłóci się z Rzeczkiem, w którym miejscu szyku ma iść, bo ona wie lepiej, a on tu tylko dowodzi....)
W końcu AIM dogania Koty pod koniec terenu przeznaczonego do patrolowania. Dobiega, znajduje zasłony, otwiera ogień i. ....
..." Nie możecie do nas strzelać, jesteśmy już poza terenem!!! He he he!!! Wygraliśmy!"
Wszyscy zamilkli... Stojący obok kamerującego całe zajście Marka Kiedryn stwierdza z nie dowierzaniem "O Kurwa... Goorocka już się nie da zastrzelić, bo wyszedł za mapę...."
Niestety nie znalazłam nagiej laski na mapie...
Łoś zarodowy prowadzi wymyślne ćwiczenia pod hasłem "Bój spotkaniowy" oraz "Kultura prowadzenia ognia przy małych zasobach ludzkich w ciężkim terenie".
Wszyscy mocno skacowani (oprócz Łosia, oczywiście), pogoda paskudna, bo roztopy i wieje, mokry śnieg jest cholernie ciężki, buty przemiękają na samą myśl o styczności z podłożem. Nic tylko wziąć w kubek grzańca i zakopać się w kocach przed telewizorem (w bardziej burżujskiej wersji przed kominkiem).
Koty dostają zadanie patrolować okolicę przemieszczając się drogą. Aimy dostają zadanie wejść na tyły patrolu w sposób nieoczekiwany i go wytłuc. Pan i Władca chce nam na tym przykładzie pokazać jak należy prowadzić bój spotkaniowy podczas ataku od dupy... znaczy zadu strony. (Dupa Łosia to chyba zad, jak u wszystkich kopytnych....?)
Koty wyłażą na patrol.
Chwilę później wychodzi AIM, żeby nie zrobić jakiegoś makabrycznego odstępu i nie musieć gonić swoich ofiar, ale z zamiarem odejścia przynajmniej ze 150 m od miejsca rozpoczęcia, bo głupio było by się bić na hasło... Nagle dowodzący Aimem Rzeczek krzyczy: Ruszamy!!!! i puszcza się biegiem w stronę Kotów. Tak ni z gruchy ni z pietruchy, bez żadnych rozkazów, perymetrów, dwójek... generalnie total spontan. Aim stoi jak wryty i patrzy na własnego dowódcę truchtającego radośnie na plecy dużo liczniejszej drużyny, która zamiast odwrócić się i zaatakować, jak przewidywał scenariusz zadania, ucieka biegiem w drugą stronę.
Rzeczek powraca do Aimu obrażony, że nikt z nim nie pobiegł. Chiba obraża się na Rzeczka, że źle prowadzi drużynę. Kruszyna stara się wszystko załagodzić i w końcu szykiem "Szczała" najemnicy ruszają dalej w poszukiwaniu Kotów w krzakach ( podczas marszu Chiba nadal kłóci się z Rzeczkiem, w którym miejscu szyku ma iść, bo ona wie lepiej, a on tu tylko dowodzi....)
W końcu AIM dogania Koty pod koniec terenu przeznaczonego do patrolowania. Dobiega, znajduje zasłony, otwiera ogień i. ....
..." Nie możecie do nas strzelać, jesteśmy już poza terenem!!! He he he!!! Wygraliśmy!"
Wszyscy zamilkli... Stojący obok kamerującego całe zajście Marka Kiedryn stwierdza z nie dowierzaniem "O Kurwa... Goorocka już się nie da zastrzelić, bo wyszedł za mapę...."
Niestety nie znalazłam nagiej laski na mapie...
piątek, 7 września 2012
Odcinek 3 - Termoszenie
Goorock nie termosuje... Po prostu jak każdy kot ma 7 żyć...
Rpima nie termosuje... Po prostu w upojeniu alkoholowym nie czuje kulek.
Lisy nie termosują... Po prostu wystrzelone w ich stronę kulki zawracają ze wstydem, bo są zbyt mało profejonalne...
AIM nie termosuje... Po prostu obraża się na nieprzyjaciela, które śmie ich fragować...
KPU wcale nie termosuje...
Rpima nie termosuje... Po prostu w upojeniu alkoholowym nie czuje kulek.
Lisy nie termosują... Po prostu wystrzelone w ich stronę kulki zawracają ze wstydem, bo są zbyt mało profejonalne...
AIM nie termosuje... Po prostu obraża się na nieprzyjaciela, które śmie ich fragować...
KPU wcale nie termosuje...
poniedziałek, 27 sierpnia 2012
Odcinek 2 - Katanga w zasadzce
Po licznych obserwacjach naszych zacnych członków w sytuacji wpadnięcia w planowaną lub nie planowaną zasadzkę stwierdziliśmy, iż różne nasze teamy mają swoiste typy zachowania w tym właśnie momencie.
Zaczynając alfabetycznie:
AIM - Podążając po leśnych duktach w ulubionym szyku tego teamu - szyku Rój, Aim ( i Źli) wpadają w zasadzkę. Pierwszy życie traci Victor, który machając rękami zwraca na siebie najwięcej uwagi. Rudy odbiega gdzieś bez żadnego rozkazu, mając zamiar zajść adwersarzy od tyłu. Znika za horyzontem i nikt go więcej nie widzi. Księciu obraża się, że jego replika nie strzela na taką odległość, k*rwi na zieloną taktykę i odmawia dalszej zabawy. Rzeczek puszcza się biegiem na oślep mając zamiar przerazić przeciwnika zarostem alla Rumcajs. Chiba krzyczy na resztę, że oni wcale nie robią tego, co ona chce, następnie strzela focha i odmarzają jej paluszki. Kruszyna ginie ostatni, wrzeszcząc wniebogłosy "KATANGAAAAAAAAAA" zabijając uprzednio Rudego, który w niewyjaśnionych okolicznościach wybiega mu pod lufę.
Czarny Kot - Koty wchodzą w zasadzkę, zalegają w trawie obmyślając plan. Goorock wysyła kogoś na samobójczą misję, następnie obraża się na niego i oskarża o dezercje, zerwanie traktatu pokojowego między Polską a Białorusią oraz pogwałcenie zapisów konwencji genewskiej. Reszta leży w krzakach i doznaje syndromu stresu pourazowego. W końcu nieprzyjaciel nudzi się ostrzeliwaniem pozycji z dystansu i podchodzi niepostrzeżenie do Goorocka wydzierającego się na swoich podwładnych. Goorock zostaje postrzelony, nie przyznaje się, obraża i idzie w pizdu. Reszta odchodzi w poczuciu niesmaku.
Czarny Lis - (stan osobowy z przed transferu Kiedryna do 1'er Rpimy) Carlos wchodzi w zasadzkę, wraz z Markiem zalegają w krzakach. Kiedryn i Lucek ze świnimi zachodzą nieprzyjaciela pod kątem 90 stopni i eliminują zagrożenie. Marek w czapce od czapy co jakiś czas wystaje zza linii trawy / śniegu. Po udanej akcji Carlos triumfalnie wychodzi z krzaków i ogłasza swą glorię i chwałę, wytykając błędy wszystkim pozostałym. Uszy odstają regulaminowo.
Podkowa - Drużyna wpada w zasadzkę. Szczur chowa się w mysiej norze i po kolei wycina przeciwników. Wpada Ed, zabija trzech swoich. Jary stojąc za drzewem wrzeszczy na cały las "Na przód! Podkowa ataaaaak! Jedynki Przód!!!!". Cała reszta teamu siedzi w miejscu. W efekcie w terenie działań zostaje Misiek, który wraca następnego dnia po wyeliminowaniu kolejnych trzech zasadzek. Reszta dawno pije w bazie, paląc trawę w ukryciu przed Jarym.
Rpima - Francuzi wpadają w zasadzkę. Harpun niańczy Kacpra, Beltus wyskakuje frontalnie w pełnej balistyce wrzeszcząc za dziesięciu. Lewik patrzy na wszystko sceptycznie zaciągając się fajkiem i zastanawiając, czy na pewno musimy tam iść. Semko na rauszu gubi się w krzakach i odnajduje po kilku godzinach. Mały w Rosomaku wjeżdża na minę. Sheik patrzy na wszystko wielkimi, nierozumiejącymi nic oczami i stara się odnaleźć w radosnym rozgardiaszu. Blood z oddali punktuje nieprzyjaciela. Francuzi wychodzą z zasadzki bez większych strat, jeśli oczywiście nie liczyć Semka, który zasypia w krzakach.
Zaczynając alfabetycznie:
AIM - Podążając po leśnych duktach w ulubionym szyku tego teamu - szyku Rój, Aim ( i Źli) wpadają w zasadzkę. Pierwszy życie traci Victor, który machając rękami zwraca na siebie najwięcej uwagi. Rudy odbiega gdzieś bez żadnego rozkazu, mając zamiar zajść adwersarzy od tyłu. Znika za horyzontem i nikt go więcej nie widzi. Księciu obraża się, że jego replika nie strzela na taką odległość, k*rwi na zieloną taktykę i odmawia dalszej zabawy. Rzeczek puszcza się biegiem na oślep mając zamiar przerazić przeciwnika zarostem alla Rumcajs. Chiba krzyczy na resztę, że oni wcale nie robią tego, co ona chce, następnie strzela focha i odmarzają jej paluszki. Kruszyna ginie ostatni, wrzeszcząc wniebogłosy "KATANGAAAAAAAAAA" zabijając uprzednio Rudego, który w niewyjaśnionych okolicznościach wybiega mu pod lufę.
Czarny Kot - Koty wchodzą w zasadzkę, zalegają w trawie obmyślając plan. Goorock wysyła kogoś na samobójczą misję, następnie obraża się na niego i oskarża o dezercje, zerwanie traktatu pokojowego między Polską a Białorusią oraz pogwałcenie zapisów konwencji genewskiej. Reszta leży w krzakach i doznaje syndromu stresu pourazowego. W końcu nieprzyjaciel nudzi się ostrzeliwaniem pozycji z dystansu i podchodzi niepostrzeżenie do Goorocka wydzierającego się na swoich podwładnych. Goorock zostaje postrzelony, nie przyznaje się, obraża i idzie w pizdu. Reszta odchodzi w poczuciu niesmaku.
Czarny Lis - (stan osobowy z przed transferu Kiedryna do 1'er Rpimy) Carlos wchodzi w zasadzkę, wraz z Markiem zalegają w krzakach. Kiedryn i Lucek ze świnimi zachodzą nieprzyjaciela pod kątem 90 stopni i eliminują zagrożenie. Marek w czapce od czapy co jakiś czas wystaje zza linii trawy / śniegu. Po udanej akcji Carlos triumfalnie wychodzi z krzaków i ogłasza swą glorię i chwałę, wytykając błędy wszystkim pozostałym. Uszy odstają regulaminowo.
Podkowa - Drużyna wpada w zasadzkę. Szczur chowa się w mysiej norze i po kolei wycina przeciwników. Wpada Ed, zabija trzech swoich. Jary stojąc za drzewem wrzeszczy na cały las "Na przód! Podkowa ataaaaak! Jedynki Przód!!!!". Cała reszta teamu siedzi w miejscu. W efekcie w terenie działań zostaje Misiek, który wraca następnego dnia po wyeliminowaniu kolejnych trzech zasadzek. Reszta dawno pije w bazie, paląc trawę w ukryciu przed Jarym.
Rpima - Francuzi wpadają w zasadzkę. Harpun niańczy Kacpra, Beltus wyskakuje frontalnie w pełnej balistyce wrzeszcząc za dziesięciu. Lewik patrzy na wszystko sceptycznie zaciągając się fajkiem i zastanawiając, czy na pewno musimy tam iść. Semko na rauszu gubi się w krzakach i odnajduje po kilku godzinach. Mały w Rosomaku wjeżdża na minę. Sheik patrzy na wszystko wielkimi, nierozumiejącymi nic oczami i stara się odnaleźć w radosnym rozgardiaszu. Blood z oddali punktuje nieprzyjaciela. Francuzi wychodzą z zasadzki bez większych strat, jeśli oczywiście nie liczyć Semka, który zasypia w krzakach.
czwartek, 16 sierpnia 2012
Odcinek 1 - "Łoś zarodowy"
Nasz dzielny Uber Pro Wódz Narodów, Walczący za wolność naszą, waszą i ich, nawet jeśli oni nie chcą, posiada swą drugą połówkę.
Posiadanie to jest typowo epizodyczne, ponieważ Uszaty raz ją ma, a raz jej nie ma, ale zazwyczaj do niej wraca.
My, dzielni wojacy nigdy nie mogliśmy zapamiętać imienia tej niewiasty z syndromem dolnej szczęki, zawsze występowała w naszej świadomości jako Ta od Uszatego.
Któregoś pięknego, słonecznego sierpniowego popołudnia zdarzyło mi się odwozić naszego dzielnego Wodza, Pana i Władcę na krańcu świata do jego pustelni w mieście Gangsterów.
Stojąc w zaparowanym samochodzie...(bo Wódz trochę się spocił, na zewnątrz było wilgotno a klimatyzacja w aucie dawno już nie działała) ... i kontemplując korek nagle stałam się mimowolnym świadkiem telefonicznej konwersacji między Uszatym a jego Kobietą...
Konwersacja w zasadzie o niczym, takie tam pierdu pierdu i zaraz wracam... jak z transu wyrwała mnie ostatnia kwestia wypowiedziana przez wodza: - Już do Ciebie pędzi Twój Łoś zarodowy...
Długo trawiłam te słowa w swojej duszy, ważąc ich znaczenie w swoim skołatanym sercu, zastanawiając się, co teraz biedna pocznę. Parsknę na szybę ze śmiechu, czy uduszę się niewypowiedzianą radością tracąc świadomość na kierownicy własnego auta.
Wiele samochodów musiało przejechać przez przejazd kolejowy będący niemym świadkiem tego strasznego wyznania, zanim poskładałam wszystkie elementy tej tragicznej układanki.
On, Łoś zarodowy. Ona więc Klępa...?
Posiadanie to jest typowo epizodyczne, ponieważ Uszaty raz ją ma, a raz jej nie ma, ale zazwyczaj do niej wraca.
My, dzielni wojacy nigdy nie mogliśmy zapamiętać imienia tej niewiasty z syndromem dolnej szczęki, zawsze występowała w naszej świadomości jako Ta od Uszatego.
Któregoś pięknego, słonecznego sierpniowego popołudnia zdarzyło mi się odwozić naszego dzielnego Wodza, Pana i Władcę na krańcu świata do jego pustelni w mieście Gangsterów.
Stojąc w zaparowanym samochodzie...(bo Wódz trochę się spocił, na zewnątrz było wilgotno a klimatyzacja w aucie dawno już nie działała) ... i kontemplując korek nagle stałam się mimowolnym świadkiem telefonicznej konwersacji między Uszatym a jego Kobietą...
Konwersacja w zasadzie o niczym, takie tam pierdu pierdu i zaraz wracam... jak z transu wyrwała mnie ostatnia kwestia wypowiedziana przez wodza: - Już do Ciebie pędzi Twój Łoś zarodowy...
Długo trawiłam te słowa w swojej duszy, ważąc ich znaczenie w swoim skołatanym sercu, zastanawiając się, co teraz biedna pocznę. Parsknę na szybę ze śmiechu, czy uduszę się niewypowiedzianą radością tracąc świadomość na kierownicy własnego auta.
Wiele samochodów musiało przejechać przez przejazd kolejowy będący niemym świadkiem tego strasznego wyznania, zanim poskładałam wszystkie elementy tej tragicznej układanki.
On, Łoś zarodowy. Ona więc Klępa...?
środa, 15 sierpnia 2012
Jak powstał serial... czyli pomysł na : aferę każdego dnia
Serial "Miłość w Katandze" ( w skrócie MWK) powstał na podstawie faktycznych przeżyć zacnych członków i zwykłych fiutów, którzy to mieli okazję walczyć pod jedną banderą w zgrupowaniu wojaków Katangii.
Pomysłodawcą był Boogey, którego niestety skaziliśmy tajemną wiedzą z zakresu kuluarów waśni, sprzeczek i roszad rozgrywających się w szeregach dzielnych strzelców okołomazowieckich.
Postaramy się więc stworzyć "(...)jakąś kronikę chociaż, albo szczery dzienniko-pamiętnik. Do tego fotki 18+ , oraz wywiady z osobami zaangażowanymi...trzeba pamiętać o rozszerzeniu i materiale ekskluziw"
Tak więc enjoy :)
Pomysłodawcą był Boogey, którego niestety skaziliśmy tajemną wiedzą z zakresu kuluarów waśni, sprzeczek i roszad rozgrywających się w szeregach dzielnych strzelców okołomazowieckich.
Postaramy się więc stworzyć "(...)jakąś kronikę chociaż, albo szczery dzienniko-pamiętnik. Do tego fotki 18+ , oraz wywiady z osobami zaangażowanymi...trzeba pamiętać o rozszerzeniu i materiale ekskluziw"
Tak więc enjoy :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


