niedziela, 4 listopada 2012

Odcinek 9 - Taktyczna pałatka

Czasy wybitnie zamierzchłe...  Gdzieś w okolicy lipca Anno Domini 2010. Ja jeszcze należąc do Podkowy i jeszcze zajmując się PRem tej radosnej zbieraniny pijaków, wymyśliłam, że aby polepszyć reputację mojego zacnego Teamu w oczach naszego ówczesnego plutonowego, zaproszę Czarne Lisy na dwudniowy trening do naszej miejscówki w Łomiankach. Zmobilizowałam więc moją bandę opojów, zorganizowałam dostęp do chaty, zaopatrzyłam się w paliwo dla podkowian i przystąpiłam do wykonania mojego diabolicznego planu przejęcia kontroli nad światem.

Zajechał Carlos i jego świta w postaci Kiedryna i Mareczka... Zanim zajechali były oczywiście pewne problemy z nawigacją, bo jak krowie na miedzy narysowałam piękną mapkę z podpisami jak dojechać do mojego domu, ale zacny pan Plutonowy z mapki nie skorzystał i się chłopaki pogubili gdzieś nad Wisłą...

W końcu jednak  zajechali. Po krótkim przywitaniu oraz porozumieniu się w celu ustalenia harmonogramu przystąpiliśmy ogarniania się  w kwestii noclegowej. Jako że mam dość dużą chatę, zaproponowałam Lisom nocleg w salonie na karimatach, przyzwyczajona, że tak właśnie spędzają noce chłopaki z Podkowy nocując na "Farmie", Carlos jednak odmówił...  On, dowódcza GZ CzL nie będzie spał w domu... On zbuduje bazę przejściową... Taktyczną bazę przejściową.... na moim trawniku (taktycznym trawniku?).

Po wybraniu dogodnego miejsca  w ogrodzie i konsultacji z właścicielką terenów zielonych, czyli moją rodzicielką, Carlos i dzielne lisy przystąpili do budowania swojego schronienia pomiędzy sosenką karłowatą a rabatką z kolorowymi krzewami :)

Po jakimś czasie ( i wielu monologach Carlosa, jak to źle jego chłopaki naciągają linki od taktycznych pałatek), dumny dowódca skierował się do mnie, mojej Rodzicielki oraz kilku jej znajomych z czasów harcerstwa.
- Zapraszam na zwiedzanie naszej willi - rzekł dumny Łoś.
Cóż więc miałyśmy poczynić, my, biedne niewiasty? Wzięłyśmy swe napoje w dłonie i poszłyśmy w kierunku mocno pokrzywionej konstrukcji z trzech pałatek i kilku patyków, poprzeplatanej pożyczoną ode mnie linką do prania.
Dumny ze swego  leża Łoś oprowadzał Panie po pałatce, gdy w tym czasie Kiedryn starał się nie spalić ze wstydu, a Maro walczył ze sznurówkami w bucie.

Po powrocie na taras i oddaleniu się Carlosa, moja mama zagadnęła mnie cicho...
- Hej, on tak zawsze?
- Jak? Że taki nadęty?
- No...?
- W zasadzie tak.
- Kurde... Ten to dopiero nie ma dystansu do własnej pałatki...



Ps. Pani specjalnie dla Hubertusa

2 komentarze: